nawigacja

Strona główna

Aktualności

Muzeum

Artykuły

Wydarzenia

Wystawy

Konkursy

Wydawnictwa

Multimedia

Linki

Biuletyn informacji publicznej
Biuletyn Informacji Publicznej

sonda

Czy rozwiązania przyjęte w sferze gospodarki w pierwszych latach PRL, takie jak reforma bitwa o handel, nacjonalizacja przemysłu, plan trzyletni uważasz za udane?
Nie, własność prywatna jest podstawą wolności obywatelskiej.
Nie, model gospodarki planowej był mniej efektywny od rynkowego.
Część z tych działań była konieczna po wojnie, lecz podejmowane bez szacunku dla praw człowieka miały fatalne skutki.
Tak, rozwiązania gospodarki centralnie planowanej pozwoliły szybko uprzemysłowić rolniczy kraj i podnieść jakość życia ludzi.


zobacz wyniki

Stacja tuż obok piekła. Treblinka w relacji Franciszka Ząbeckiego



Niewielki format, szara okładka, raptem 150 stron druku, na okładce ogólnikowy tytuł, który pasowałby do każdego tematu: „Wspomnienia dawne i nowe”. Wydana w 1977 przez Pax niepozorna książeczka to źródło zupełnie niezwykłe, wstrząsające, ale i niezwykle wartościowe merytorycznie. Autor, Franciszek Ząbecki, był kolejarzem. W czasie wojny pełnił funkcję zawiadowcy małej stacyjki na drugorzędnej linii Siedlce – Małkinia. Nazwa tego miejsca nabrała wówczas brzmienia upiornego, wręcz apokaliptycznego: „Treblinka”.


 

To przez tę stację przechodziły transporty Żydów mordowanych w jednym z największych niemieckich obozów zagłady. Tu trafiła większość żydowskiej Warszawy, ale i transporty z całej okupowanej Europy. W ten sposób jeden z tysięcy polskich kolejarzy znalazł się niespodziewanie tuż u bram tego piekła.


Symboliczny tor kolejowy w miejscu obozu zagłady


Ząbecki opisuje to rzeczowo, prosto – nie jest wszak literatem – choć oczywiście nie bez emocji. Przede wszystkim jednak – to, co widział, opisuje konkretnie, nie szczędząc czytelnikowi zarówno technicznych szczegółów funkcjonowania niemieckiej machiny Zagłady, jak i opisów odprysków infernalnej rzeczywistości.

W przypadku wspomnień powstałych po latach nieuchronnie pojawia się pytanie o wiarygodność. Osłabia ją zarówno upływ czasu, jak i później nabyta wiedza, która niepostrzeżenie miesza się z tym, co autor naprawdę poznał z autopsji. Tę próbę wiarygodności wspomnienia kolejarza przechodzą, jak się wydaje, znakomicie. Ząbecki cytuje własne szczegółowe notatki, które sporządzał dla wywiadu AK. W książce znaleźć też można faksymile wywiadowczych raportów. Widać, że pamięć autora ma mocne wsparcie w dokumentach z epoki.


Jeden z pierwszych planów obozu w Treblince.



Ważny jest też czas powstania wspomnień. Epoka Gierka to czas, kiedy o Zagładzie wciąż u nas właściwie się nie mówi. Niby nie ma wprost jednoznacznego zapisu cenzury na ten temat, jednak wraz z szeroko rozumianą „kwestią żydowską” stanowi on jeden z tematów „niebezpiecznych”, których na wszelki wypadek lepiej nie poruszać. W tych czasach wciąż przecież nie mówiono, że gros ofiar Auschwitz stanowili Żydzi... Zresztą lata siedemdziesiąte to czas, kiedy także na Zachodzie dopiero kształtuje się współczesna narracja o Zagładzie – wcześniej również tam, choć z innych powodów, temat ten był ważny głównie dla nielicznych ocalałych oraz dla krewnych ofiar.

Polski kolejarz jest więc poza podejrzeniami: musiał pisać to, co sam zapamiętał i zanotował. Pisze jasno i bez niedomówień, wyraźnie nazywając ofiary hitlerowskich Niemiec: sowieckich jeńców, głodzonych na śmierć, więźniów obozu pracy, który poprzedza powstanie obozu zagłady, i wreszcie Żydów wiezionych na śmierć. Uderza zresztą, że w tej książce zupełnie brak języka propagandowego – mogłaby być napisana i dziś. Jedyne wyjątki to określenia „wolna Polska” (PRL) czy „wyzwolenie” (w 1945), ale i dziś wielu używa tych pojęć w ten sam sposób... Zresztą akurat w okolicach Treblinki słowa te mniej rażą.


Polscy kolejarze ze stacji Treblinka; Franciszek Ząbecki stoi pierwszy z prawej



Autor, uwolniony z niemieckiej niewoli, do której trafił we wrześniu 1939, wraca w rodzinne strony i natychmiast zgłasza się do tworzącego się podziemia. Uważa to za oczywistość: „Jak tu się było nie zgłaszać, Bóg by mnie ukarał, a Boskiego gniewu już więcej nie należało ściągać”. Dostaje za zadanie śledzenie niemieckich transportów idących linią, która zwłaszcza po ataku na Związek Sowiecki nabiera znaczenia. Później dochodzą podobne zadania wywiadowcze związane z istnieniem obozu pracy, wreszcie – obozu zagłady.

Wspomnienia oraz cytowane i reprodukowane meldunki nie pozostawiają żadnych wątpliwości: polski wywiad od samego początku doskonale, ze szczegółami wiedział, co się dzieje w Treblince. Pociągi kierowano oficjalnie w ramach „akcji osiedleńczej”, jednak kolejarze dosłownie od pierwszego transportu nie mieli wątpliwości, co dzieje się z rzekomymi osiedleńcami. Pociągi wjeżdżały w las pełne stłoczonych, znękanych ludzi – wracały puste. Po przełamaniu chwilowego niedowierzania nikt nie miał wątpliwości, że tajny obóz jest miejscem ludobójstwa.


Koparka używana do kopania masowych grobów w obozie zagłady w Treblince



Jego rozmiary i inne szczegóły nie umykały uwadze polskich kolejarzy w służbie wywiadu AK. Liczba transportów, liczba wagonów w każdym z nich, ich pojemność, wreszcie precyzyjne niemieckie dokumenty przewozowe pozwalały dokładnie oszacować liczbę ofiar, a także określić, skąd pochodzą. Nie sposób nie zadać pytania: co się z tą precyzyjną wiedzą dalej działo? Gdzie trafiała? Jak wiadomo, niedowierzanie co do Zagłady trwało na Zachodzie dość długo. Czy precyzyjne raporty akowskiego wywiadu miały szansę przełamać powątpiewanie – najpierw oczywiste (Holokaust miał prawo nie mieścić się w głowach), później coraz bardziej polityczno-dyplomatyczne?

Ząbecki opisuje logistykę Zagłady na dole, z poziomu stacji, na którą przybywają transporty przewidzianych do zamordowania Żydów. To biegun przeciwległy w stosunku do wielkich organizatorów ludobójstwa, takich jak Adolf Eichmann. Na górze można planować takie przedsięwzięcie beznamiętnie, traktując je jako rozwiązywanie problemu, przed którym stoi walcząca z całym światem Tysiącletnia Rzesza – choć oczywiście nie da się zadowalająco odpowiedzieć na pytanie, jak tacy ludzie dawali sobie radę z własnym sumieniem. Na dole ofiary-Żydzi to już nie są liczby ani karykatury ze Stürmera czy nienawistnych wizji Führera: to są bezbronni, zgnębieni ludzie. Aby ich zabić, trzeba ich odczłowieczyć – na tyle konsekwentnie, by ta dehumanizacja ofiary wytrzymała zderzenie z rzeczywistością.

Dlatego nawet tak dobrze zorganizowana machina zbrodni na dole musi uruchomić pandemonium, paroksyzm mordu, czego wstrząsające przykłady opisuje polski kolejarz. Stąd strzelanie do bezbronnych, pastwienie się nad nimi, stąd walka z elementarnymi ludzkimi odruchami pomocy cierpiącym. Stąd niejako nadmiar zadawanego cierpienia. Dlaczego zakazywano podawania spragnionym ofiarom wody? Przecież – cynicznie mówiąc – dla skuteczności mordowania nie miało znaczenia, czy ofiary zdołały się przed śmiercią napić, czy umierały spragnione. Podanie wody mogło wręcz je uspokoić. Początkowo nawet niemiecki kierownik stacji opiekuńczej w Sokołowie Podlaskim, sprawujący nadzór nad Treblinką, kazał podawać ofiarom wodę z parowozowego tendra. A jednak szybko to ukrócono – najwyraźniej uznano, że ludzkie odruchy wobec Żydów, którym odmówiono człowieczeństwa, zagrażały sprawnemu przeprowadzeniu eksterminacji.

Wykonawcy doskonale wiedzieli, w czym uczestniczą – mówili, że obsługują Himmelfahrt-Strasse, czyli trasę Wniebowstąpienia albo Wniebowzięcia. Stratedzy zbrodni dbali jednak o to, by ukrywać szczegóły przedsięwzięcia. W listach przewozowych, w które – z niemiecką dokładnością – wyposażony był każdy transport, wpisywano często zamiast stacji docelowej – formułę nach Ziel: do celu...

Do sprawnego zorganizowania masowego mordu użyto wymyślnej perfidii. Nie potrzeba jej było stosować wobec Żydów z obszarów okupowanej Polski, którzy zdążyli już zaznać koszmaru gettowego. Tych po prostu ładowano do wagonów towarowych i wieziono w nieznane. Uważano najwyraźniej, że pobyt w makabrycznych warunkach gett odebrał im już jakąkolwiek wolę oporu, a krótka podróż tych zmaltretowanych ludzi dopełni ten koszmar, na którego końcu są komory gazowe Treblinki. Ich wola życia mogła się wyrażać w ucieczce, czemu zapobiegano za pomocą karabinów maszynowych. Z drugiej strony, tajemnicę otaczającą cel ich ostatniej podróży traktowano bardzo serio. Ząbecki opisuje scenę, gdy polski robotnik prostym, powszechnie zrozumiałym gestem pokazał ofiarom, co je czeka na końcu drogi, wywołując powszechny paroksyzm rozpaczy. Niemcy zadali sobie sporo trudu, by odnaleźć winowajcę tej niebezpiecznej dla nich paniki – po to, by zabić go na miejscu.

Wobec Żydów wiezionych z daleka stosowano cały szereg środków dezinformacji. Wieziono ich w dobrych warunkach, w wagonach osobowych. Okłamywano, że jadą do pracy w ziemskich majątkach czy przemyśle. Wydawano stosowne bilety. Przedsionkiem piekła okazywała się Małkinia, czyli początek linii prowadzącej do Treblinki. Po minięciu tej stacji wszelkie pozory opadały, a pasażerowie komfortowych pociągów nagle dowiadywali się, że dotychczasowe dobre traktowanie to były tylko pozory. Jak były one skuteczne, świadczy historia pasażera, który zgubił swój transport – jeszcze ten pozornie luksusowy – i koniecznie chciał do niego dołączyć. Polscy kolejarze uświadomili mu prawdę. Nie wiemy, co się z nim stało.

Ząbecki opisuje spontaniczną pomoc ofiarom ze strony Polaków, kierujących się elementarnym ludzkim odruchem. Jednak nawet taki odruch mógł sprowadzić śmierć na współczującego.

Autor wspomnień dokumentował działanie zbrodniczej machiny do samego końca jej istnienia. Nie położył jej kresu nawet słynny bunt więźniów w obozie pracy, towarzyszącym obozowi zagłady, 2 sierpnia 1943 roku. Pożar wywołany przez walczących widział także autor wspomnień. Jednak ostatni transport trafił tu na śmierć 19 sierpnia. Zaraz potem zaczęła się stopniowa likwidacja obozu, która potrwała do 17 listopada. Potem na terenie byłego już miejsca Zagłady powstało gospodarstwo rolne, na którym osiadł Niemiec z Ukrainy, jeden z członków załogi obozu, niejaki Strebel, wraz z rodziną.

Pamięć kolejarza przydała się, gdy wiele lat po wojnie doszło wreszcie w RFN do procesów katów z Treblinki. Równie konkretnie i szczegółowo, co wydarzenia z lat wojny, opisuje autor wspomnień swój udział w tych postępowaniach. Stanowią one klamrę jego wspomnień.

Relacja Franciszka Ząbeckiego nie ogranicza się do opisu Zagłady obserwowanej przez jej bezpośredniego świadka. We wspomnieniach nie brak także relacji z codziennego życia zwykłego szarego człowieka z dala od dużych miast, usiłującego przeżyć w nieludzkich warunkach, w których życie ludzkie kosztuje tak niewiele. Są też szczegółowe opisy działania akowskiej konspiracji na głębokiej prowincji. One także zasługują na szczególną uwagę – zwykli ludzie rzadko sięgają po pióro, jeszcze rzadziej potrafią dać tak szczegółowy i konkretny opis, wspomagany zapiskami z epoki. Jednak tym, co decyduje o niezwykłej wartości wspomnień skromnego (ale niezwykłego!) polskiego kolejarza, jest właśnie precyzyjny opis Zagłady widzianej uważnym i dociekliwym okiem świadka.

                                                                 Tomasz Wiścicki



Franciszek Ząbecki, „Wspomnienia dawne i nowe”, Pax, Warszawa 1977, s. 152


Wprowadził: HS
Data: 2013-04-16
Data modyfikacji: 2013-04-26 10:42:00

Przyszła siedziba MHP

Dodatki

  • Powiadom znajomego
  • Zapisz jako PDF
  • Dodaj do: dodajdo.com

Artykuły

Kalendarium

Newsletter


Newsletter