W dokumentach nazwa Tatry, w zniekształconej postaci Tritri lub Triti (
montes quis dicuntur Tritri, w tłumaczeniu:
góry, które zwano Tritri), pojawia się po raz pierwszy w 1086 r. w przywileju cesarza Henryka IV dla biskupstwa praskiego.
Góry, zwłaszcza te wyższe i zarazem mniej dostępne, setki lat temu uznawano za całkowicie nieprzydatny człowiekowi obszar świata. Odwiedzane były rzadko, bo to niebezpieczne, męczące, i całkowicie do życia niepotrzebne.
Znajdowali się jednak ludzie, których właśnie te cechy gór pociągały najbardziej. Co ciekawe, najdawniejszą – jak byśmy dziś nazwali – turystką – była, według zachowanych dokumentów, kobieta, pani na Kieżmarku, Beata z Kościeleckich Łaska. Kronika Miasta Kieżmarku z 1565 r. wzmiankuje, że "znajdowała w tej okolicy wiele upodobania i podczas Zielonych Świąt odbyła podróż w licznym gronie panów z miasta."
Kronikarz Christian Genersich uznał to za fakt godny zanotowania między opisami klęsk żywiołowych i działań wojennych w kronice "Ciekawostki królewskiego Wolnego Miasta Kieżmark w Oberungarn* u stóp Karpatów" (
Merkwüdrigkeiten der königlichen Freystad Késmark im Oberungarn, AM Fusse der Carpathen).
Pomimo tych pierwszych, nielicznych wycieczek, Tatry pozostawały tajemnicze, bejeczne i nieodkryte. Wśród zapisków kronikarza spiskiego Kaspra Haina, z połowy XVII wieku znajdujemy na przykład informację, że gdzieś w pobliżu Szczyrbskiego Jeziora, w opuszczonej kaplicy mieszkał ogromny smok; Dawid Frölich natomiast w podręczniku geografii podawał, że Łomnica ma (wg dzisiejszych miar) 7500 m wysokości”, choć naprawdę mierzy 2634 metry nad poziomem morza.
Skoro mowa o najdawniejszych zapisach dotyczących "turystyki" tatrzańskiej, trzeba wspomnieć o Simplicissimusie Dackim (pseudonim Daniela Speera - autora wydanej w 1683 r. książki "Węgierski lub dacki Simplicissimus" <<
Ungarischer oder dacianischer Simplicissimus>> - zawarł w niej niezwykle ciekawy opis zwiedzania Tatr) który w 1654 r. wraz z towarzyszami i przewodnikiem wszedł na jeden z najwyższych szczytów tatrzańskich (Kieżmarski Szczyt).
Zaczął upowszechniać się pogląd, że nieużyteczność gór musi być pozorna, a ich niedostępność czemuś powinna służyć. Miały być one miejscem ukrycia wielkich skarbów, po które sięgnąć może tyko poszukiwacz czystego serca i wielkiej odwagi. Wiara ta miała pewne podstawy w Alpach, gdzie znajdowano wśród skał górski kryształ (kwarc), a czasem i ametysty.
W pamiętniku z I połowy XVIII w. (Opisanie ciekawe gór Tatrów, za Nowym Targiem, na cały świat słynących, wielkimi klejnotami i bogactwy ozdobionych i niezliczonymi minerałami napełnionych które są wynalezione od niektórych głęboko uczonych szkół matematycznych filozofów, osobliwie od uczonego Michała Chrościńskiego…) czytamy: "oznajmuję ci, że będziesz miał różne prześladowania w drodze i przychadzki ku tym górom, a to wszystko będzie od duchów, ale to przeminie… Masz mieć przygotowane różne świątobliwości czyli świętości, jako to: święcę gromniczną, palmę, węgle do zapalania światła, dzwonek loretański, wodę święconą Świętych Trzech Królów i kredę święconą, mirrę, ziółka święcone do kadzenia, także powinieneś mieć koniecznie magnes, to jest kompas, ażebyś wiedział, jak się masz sprawować między ostremi wysokiemi górami, a osobliwie w jaskiniach, lochach ziemnych, gdzie jest wschód i zachód słońca, południe i północ. Do tego powinieneś mieć szpagat smarowany wężowym sadłem, zmięszanem ze szczupakowi żółcią, bo od tych dwóch tłustości duchowie uciekają, może przyczynić do tego, a jeszcze żeby było poświęcone, także żebyś miał szpilki dwie lub trzy stalowe, dobrze hartowane i młotek do tych rzeczy służący. Perspektywa nad inne rzeczy najpotrzebniejszaby ci była do wypatrowania wysokich gór… Rano wstawszy wysłuchaj Mszy świętej. Ubogim dasz jałmużnę za dusze zmarłe, ażebyś od duchów napaści nie cierpiał. Nabożnem sercem i usty ofiaruj się Panu Bogu, aby dał ci tę drogę szczęśliwie odprawić i przezwyciężyć przykrości".
Jak mawiał pan Zagłoba – "dziwne jest w tej książeczce materyi pomieszanie". Pożytku z wężowego sadła zmieszanego ze szczupakową żółcią potwierdzić się nie udało, ale lina i haki – przydatne są jak najbardziej (tylko nie z hartowanej stali!)
Wbrew powszechnemu mniemaniu natomiast zbójnicy w wysokich górach nie grasowali i np. słynny Janosik Juraj nigdy w Tatrach nie był. Turyści i turystki tak licznie jak obecnie po szlakach nie łazili więc rabować nie było kogo.
A potem przyszło Oświecenie – wiek rozumu...
Stanisław Staszic na przełomie XVIII i XIX w. wyprawiał się w góry dla studiów geologicznych, był pierwszym Polakiem na Łomnicy zwanej przez niego Krapakiem Wielkim.
Wtedy to także znaleziono pod Tatrami rudy żelaza i zaczął się tam rozwijać przemysł hutniczy i przetwórstwo żelaza, czego ślady pozostały w nazewnictwie i gdzieniegdzie w krajobrazie: Kuźnice (u wylotu Doliny Jaworzynki, skąd pobierano drewno do wytopu - a wycinane dawniej drzewa na opał dopiero niedawno odrosły), Kośne Hamry (wieś koło Poronina). (Hamry lub hamernie to kuźnie, kośne – bo kuto tam kosy).
Pierwsza połowa XIX w. to początek turystyki w dzisiejszym znaczeniu tego słowa.
Ks. Józef Stolarczyk był pierwszym proboszczem zakopiańskim. Wybudował modrzewiowy kościółek w Zakopanem i nawracał krnąbrne, góralskie duszyczki. Od przyjazdu w 1848 r. zaczął chodzić po Tatrach i stał się jednym z czołowych taterników Swoimi licznymi wycieczkami przyczynił się do wykształcenia wśród Zakopian dużej grupy przewodników. Dokonał VIII wejścia na Gierlach, był na wielu szczytach Tatr Wysokich i Bielskich.
Tytus ChałubińskiW 1873 r przyjechał po raz pierwszy do Zakopanego doktor Tytus Chałubiński, a w 1887 osiadł na stałe. Zwany „odkrywcą Zakopanego” położył ogromne zasługi dla rozpropagowania Tatr i turystyki górskiej. Rozwinął styl wielkich kilkudniowych wypraw w Tatry w towarzystwie przewodników, muzykantów, tragarzy. Wśród nich bywali najlepsi ówcześni przewodnicy – Maciej Sieczka, Szymon Tatar Starszy, Wojciech Roj, Bartłomiej Obrochta. Zawsze była kapela góralska, której przewodził Obrochta. Nocowano zwykle przy ognisku. Towarzyszami Chałubińskiego bywali ks. Józef Stolarczyk i Walery Eliasz. Jako pierwszy turysta przechodził ścieżki znane dotąd tylko kłusownikom (np. na Kozią Przełęcz). Przez długie lata przyjaźnił się z Sabałą, góralskim muzykantem. Zmarł w Zakopanem 4 XI 1889 r i został pochowany na starym cmentarzu na Pęksowym Brzyzku.
„Nieboszczyk” (przez duże N) górale mówili o Tytusie Chałubińskim, a grób Sabały zgodnie z jego życzeniem jest tuż obok grobowca Doktora…
Na Tatrzańskich szlakach nie zabrakło też Pań. Dzieło pani Beaty Łaskiej godnie kontynuowały inne kobiety w XIX w. Łucja z Giedroyciów Rautenstrauchowa – odbyła wycieczkę ze Szczawnicy do Morskiego Oka, a następnie do Zakopanego i Doliny Kościeliskiej. Maria Steczkowska opisuje swoje pobyty w Zakopanem w "rozległej, pięknej, więcej niż milę długiej wsi 2 000 dusz liczącej". Wydała (anonimowo) w 1858 r. w Krakowie "Obrazki z podróży do Tatrów i Pienin".
W pierwszej poł. XIX w. często urządzano wycieczki w Tatry z najbliższych ówczesnych zdrojowisk – Krynicy i zwłaszcza Szczawnicy, w latach 40. XIX wieku również z Zakopanego.
Coraz liczniejsza turystyka wymuszała rozwój infrastruktury. Znakowano szlaki górskie, rozpoczęto budowę schronisk.
Pierwsze schronisko w Tatrach powstało przy Morskim Oku, (spaliło się w 1865 r.), następne w Dolinie Zimnej Wody (schronisko Reinera).
Do roku 1874 przewodnictwo górskie nie było uregulowane żadnymi przepisami i nikt nie kontrolował kwalifikacji tych, którzy ofiarowywali swoje usługi turystom. W 1875 r. Towarzystwo Tatrzańskie zatwierdziło jedynie tych przewodników, którzy mieli właściwe kwalifikacje i wydało im legitymacje, a w 1877 podzieliło przewodników na 3 klasy. Razem było wtedy 18 przewodników. Przed pierwszą wojną było około 60 przewodników.
I tak się zaczynała turystyka masowa…
Turyści nad Morskim Okiem, sierpień 2008 fot. J. Wasiak
Przypisy:
* Oberungarn - historyczna nazwa krainy geograficznej będącej dziś północną Słowacją
Bibliografia:Halina Ptakowska-Wyżanowicz "Od krynoliny do liny", wyd. Sport i Turystyka Warszawa, 1960.
Marjusz Zaruski "Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe
", wyd. M. Arcta Warszawa, 1922.
Zofia Radwańska-Paryska, Witold H. Paryski Wielka Encyklopedia Tatrzańska, Wydawnictwo Górskie, Poronin, 1995 .
Fotografia Tytusa Chałubińskiego pochodzi z książki Tadeusza Zielińskiego "W stronę Pysznej", wyd. Zysk i S-ka, 2008.