Dlaczego Niemcy zdecydowali się bronić
tu, w Warszawie? Wiedzieli, że są w beznadziejnej sytuacji. Von dem
Bach przestał wykonywać rozkaz Himmlera rozstrzeliwania każdej osoby,
ponieważ gdyby to robił, szybko zabrakłoby mu amunicji, jak mówił…
Wisła była ostatnią naturalną linią obrony na wschód od Niemiec. Od
niej do Berlina jest przecież tylko 500 kilometrów. Problem Niemców
tkwił w konflikcie między SS a Wehrmachtem, który nie chciał dać im
swoich jednostek z frontu do walki z powstaniem. Dowództwo Wehrmachtu
uważało, że to jest problem wyłącznie Himmlera. Skoro bowiem sam to
przygotował, powinien również rozwiązać sprawę samodzielnie. SS jednak
było za słabe i ostatecznie wprowadzono dywizje pancerne. Dowództwo
Wehrmachtu było temu bardzo niechętne. W tym okresie miało już
wystarczająco dużo własnych kłopotów.
Czy z militarnego, logistycznego
punktu widzenia powstanie warszawskie miało wpływ na przebieg wojny,
czy też było wydarzeniem peryferyjnym?
Powstanie na pewno nie pozostało bez znaczenia dla tego jak potoczyła
się wojna. Prawdopodobnie, choć nie jest to pewne, było przyczyną
zatrzymania wojsk radzieckich nad Wisłą co najmniej przez pięć miesięcy
- aż do stycznia 1945 r. Wiemy, że marszałkowie Armii Czerwonej
zaproponowali Stalinowi ofensywę na Berlin już w sierpniu 1944 r.
Zajęcie Warszawy otwierało drogę na Berlin. Wiemy, że Stalin tego planu
nie przyjął. Nie wiemy, dlaczego tak się stało. Wydaje się jednak
niemożliwe, żeby ta kluczowa decyzja Stalina pozostała bez związku z
powstaniem. Armia Czerwona została wysłana na Bałkany, do Rumunii, a
cały centralny front białoruski na linii Moskwa - Berlin był zatrzymany
przez całe pięć miesięcy. To nie mogło być obojętne dla historii wojny.
Czy w takim razie poza Polską wspomina się o powstaniu jako o ważnym momencie wojny? Czym ono jest za granicą?
Informacje o wschodnim froncie przeszły przez filtr sowiecki. Wszystko,
co korespondenci wojenni pisali w sierpniu, musiało przejść przez
cenzurę. Po drugiej stronie Wisły był wtedy korespondent brytyjski.
Jednak i to, co on pisał, przechodziło przez cenzurę sowiecką i do
Londynu przychodziło z Moskwy. Oczywiście, polski rząd w Londynie miał
swoje służby informacyjne. Jednak ciężko było im przeforsować swoje
wiadomości przeciwstawne informacjom pochodzącym ze źródeł sowieckich.
Dla Sowietów żołnierze Armii Krajowej byli bandytami, choć wchodzili w
skład sił alianckich. Proszę sobie wyobrazić, co oznaczałoby oskarżenie
jednego sojusznika o to, że zabija drugiego sojusznika. Informacja, że
NKWD, na tyłach Armii Czerwonej, chciała zabić i aresztować żołnierzy
Armii Krajowej, była tam niewiarygodna.
Planowano brytyjską misję wojskową, do podziemia polskiego. Mikołajczyk
poprosił o nią w lutym. Dyskutowano o niej cały rok. Chodziło o to,
żeby Brytyjczycy mogli dowiedzieli się, jak jest naprawdę. Od lutego do
grudnia misja miała wyruszyć, ale nie dochodziła do skutku - nie
otrzymano samolotów... Misja lądowała dopiero w grudniu, drugiego dnia
Świąt, kiedy Warszawa była już zniszczona. Tak wyglądała walka o
informacje. Polacy nie mogli przebić muru propagandy sowieckiej. ZSRR
było potęgą. Ostatecznie przecież to nie mocarstwa zachodnie, a Sowieci
okazali się największymi zwycięzcami w tej wojnie. W 1944 r. Armia
Czerwona, tu nad Wisłą, była parę kroków od granicy niemieckiej.
Mogliby w każdej chwili wkroczyć do Niemiec. Wojska zachodnie, walczące
w Normandii, były parę tysięcy kilometrów od Niemiec. Nie było
równowagi pomiędzy Zachodem i Wschodem. I nie chodzi tylko o wojska.
Sowieci wygrywali walkę o elementarne informacje. Tak też było z
informacjami o powstaniu. Sowieci zarzucali Polakom, że nie
współpracowali z Armią Czerwoną. A czy Armia Czerwona próbowała
współpracować z Polakami? Nie. Powstańcy chcieli rozmawiać z
Rokossowskim o współpracy. Wysyłano w eter zapytania: Gdzie jesteście? Jak można pomóc?, jednak Rokossowski w ogóle nie odpowiadał.
To, do jakiego absurdu została doprowadzona ta sytuacja dobrze oddaje
historia kabla telefonicznego przechodzącego pod Wisłą na Pragę.
Powstańcy widzieli, że Niemcy cofając się zniszczyli stację
telefoniczną, ale kabel był dalej, gdyż nie mogli go przeciąć. W celu
powiedzenia Sowietom o tym gdzie znajduje się ten kabel, aby można było
podłączyć telefon polowy i rozmawiać normalnie, powstańcy musieli
porozumieć się z rządem polskim w Londynie. Ten z rządem brytyjskim,
gdyż sam nie miał stosunków z ambasadą sowiecką. Brytyjczycy musieli tę
wiadomość przekazać ambasadzie sowieckiej, a ta musiała skontaktować
się z Moskwą i stąd informacja została przesłana do Rokossowskiego. A
jednak w historii zapisało się, że Polacy nie chcieli współpracować z
Armią Czerwoną, choć było odwrotnie.
No tak, ale ostatecznie powstanie było
w pewnym sensie wymierzone również w Rosjan. Polacy, nie chcieli
przyjmować Rosjan jako swoich wybawicieli z rąk niemieckich.
Polacy myśleli podobnie jak Francuzi, którzy zdawali sobie sprawę z
tego, że francuski ruch oporu jest za słaby, żeby samodzielnie mógł
wyzwolić Paryż. Wiedzieli, że będzie im potrzebna pomoc Amerykanów. Ale
Ameryka nie chciała opanować Francji. W Paryżu wybuchło powstanie.
Amerykanie posłali tam kilka dywizji Francuzów z wojsk amerykańskich i
wyzwolili miasto. Czy to było trudne?
Nie, a jednak to inna sytuacja.
Amerykanie udzielili Francji pomocy jako jej sojusznicy. Rosjanie
natomiast mieli zgoła inne dążenia niż warszawscy powstańcy.
Ciekawe jest jednak to, że mało kto na Zachodzie myślał, że Polacy mają
takie samo prawo jak Francuzi. Brytyjczycy czy Amerykanie nie
rozmawiali o tym z Sowietami. Było przyjęte, że strefa wschodnia jest w
rękach Sowietów i nie wolno tego ruszać.
Więc już z góry Polacy byli inaczej traktowani?
Tak, i do końca o tym nie wiedzieli, i do końca mieli nadzieję. Czuli się równoprawnymi sojusznikami w tej koalicji.
Jak więc jest sens powstania jest rozumiany na Zachodzie?
Myślę, że informacja o tym jest bardzo skromna. Dopiero 60-rocznica
miała wielki oddźwięk, 50-ta nie. Przez 50 lat prawie o nim nie
mówiono. Przepływ informacji był uzależniony od polityki sowieckiej.
Więcej mówiło się o Powstaniu zaraz po wojnie. Wydano wtedy sporo
książek, jeszcze wielu Polaków było w Londynie. W latach 70-tych,
80-tych mieliśmy do czynienia z zalewem informacji o holocauście.
Większość ludzi, którzy wiedzieli, że było powstanie w Warszawie,
myślała, że to było powstanie w Getcie. Nie wiedzieli, że powstania
były dwa. Zlewały się w jedno. Do tego stopnia, że około 10 lat temu
pewien kanał amerykański prezentował mini serię obrazów pt. Powstanie w
Getcie, w której użyto obrazów i filmów z powstania z 1944 r.
Z czego to wynikało?
Jeszcze tego nie zbadałem, choć sprawa jest skandaliczna. Przecież taka
seria miała swoich konsultantów historycznych. To się już nie powtarza.
Po 60-tej rocznicy, dla wielu ludzi w Ameryce, wiadomość o Powstaniu w
Polsce, w 1944 r., była rewelacją. Przypuszczam, że człowiek wychowany
w latach 70-tych, 80-tych o Powstaniu nie słyszał - ale jego ojciec czy
dziadek, zaraz po wojnie, prawdopodobnie tak.
Dziękuję Panu za rozmowę.
Prof. Norman Davies - angielski
historyk, wykładał w School of Slavonic and East European Studies
Uniwersytetu w Londynie, a także na uczelniach w Stanach Zjednoczonych,
Japonii, doktor honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego i
Uniwersytetu Warszawskiego, znany ze swego szczególnego zainteresowania
historią Polski i ceniony za wkład w jej popularyzację poza granicami
kraju, autor m. in. Europa, Wyspy, Boże igrzysko, Powstanie ‘44. Obecnie zajmuje się historią Wrocławia.
Dzięki tej opcji poinformujesz swojego znajomego o tym dokumencie. Link do dokumentu zostanie wysłany pocztą elektroniczną na wskazany poniżej adres email.
Twoje imię i nazwisko:
Email znajomego:
Dodatkowa wiadomość:
