Generalskie pamiętnikiZe zdjęcia na frontispisie patrzy na nas mężczyzna w sile wieku, w generalskim mundurze, przy orderach. Łysa głowa sprawia dziwne wrażenie, jakby nie pasowała do reszty – efekt niezręcznego retuszu? Ukryte częściowo pod powiekami oczy sugerują znużenie. Cała postać kojarzy się ze zdecydowaniem – a może to tylko sugestia wywołana przez generalski mundur.
generał Jan Edward Romer
Jan Edward Romer, bo to jego widać na zdjęciu, to jeden z wybitniejszych generałów II Rzeczypospolitej. Zawodowy oficer armii austriackiej, wybrał karierę wojskową, aby nabyte umiejętności spożytkować dla Polski, gdy już będzie po temu okazja. Znalazł ich aż nadto – walki z Ukraińcami w Galicji, wojna polsko-sowiecka, wreszcie pokojowa służba aż do przejścia w stan spoczynku. Swoje życie opisał w pamiętnikach od 1919 roku, a czasy późniejsze opisywał na bieżąco. Opisał zarówno służbę w armii austriackiej, jak i polskiej. Pamiętniki wydała po raz pierwszy rodzina generała w 1938 roku, cztery lata po jego śmierci. Po 73. latach zostały wznowione przez Muzeum Historii Polski i Bellonę.
Generalskie pamiętniki to lektura fascynująca. Napisane są żywo, prostym, jasnym językiem, praktycznie bez użycia zawodowego żargonu. Generał miał niewątpliwy talent do opowiadania i można mu wybaczyć nawet to, że charakteryzując skrótowo ludzi, których spotkał, posługuje się jednym właściwie pozytywnym przymiotnikiem – „tęgi”: tęgi artylerzysta, kawalerzysta, oficer... Opisy bitew uzupełnia własnoręcznymi, jasnymi szkicami. Pod jego zręcznym piórem niezwykle ciekawie brzmi nawet opis zabiegania we Francji o zakup niezbędnej broni, zapasów i wyposażenia dla toczącej ciężkie walki w 1920 roku polskiej armii, czy też o organizacji taborów. Poznajemy armię i wojnę od strony, o której rzadko myślimy – jako gigantyczne przedsięwzięcie organizacyjne. Armię trzeba ubrać, regularnie karmić, zaopatrywać w amunicję, paszę dla koni. Trzeba dbać o siły, wyszkolenie i samopoczucie żołnierza – inaczej nie będzie w stanie służyć, a tym bardziej walczyć. W czasie wojny to wszystko decyduje o zwycięstwie albo klęsce.
Jak olbrzymim przedsięwzięciem organizacyjnym jest wojna, świadczy choćby taka rzucona mimochodem przez generała uwaga o jego groźnym przeciwniku – Armii Konnej Budionnego. Formacja ta między innymi dlatego była tak (do czasu – szczęśliwie dla nas) skuteczna, że do minimum ograniczyła wiedzione ze sobą tabory. Wiozła w nich tylko zapasy amunicji oraz towarzyszącą piechotę – w żywność zaopatrywała się na bieżąco. Te minimalne tabory stanowiły... trzy tysiące furmanek! Aż trudno sobie wyobrazić tyle konnych wozów, a ile ich potrzeba, by wieźć pełne, nie tak ograniczone jak w tym przypadku zapasy...
Zanim wstąpił do nowo utworzonej armii polskiej, późniejszy generał lojalnie służył Najjaśniejszemu Panu. Jego lojalność wobec Austrii jest niewzruszona. Mimo że odnośne fragmenty pamiętnika powstały po kilku latach, już w wolnej Polsce – we wcześniejszych opisach „nasi” to Austriacy. Z wielkim krytycyzmem pisze o Słoweńcach, którzy w szeregach austriackiej armii uprawiali – jak pisze – „wywrotową robotę”, to znaczy – zabiegali o narodową sprawę... Sam Romer o swoją, polską sprawę zaczął zabiegać honorowo – dopiero po zwolnieniu z armii austriackiej.
Zawdzięczamy mu jedyny w polskiej literaturze opis ciężkich, krwawych walk nad Isonzo (czy też – jak pisze generał – nad Soczą), na froncie austriacko-włoskim, w niesłychanie trudnym, górskim terenie. Późniejszy generał na tym froncie walczył z przerwami trzy lata.
Pamiętniki pełne są lapidarnych, dalekich od dyplomacji charakterystyk mnóstwa osób, głównie wojskowych, mniej lub bardziej „tęgich”... Orientacji w gąszczu nazwisk pomagają bardzo wartościowe, szczegółowe przypisy autora opracowania źródła, Janusza Odziemkowskiego. Aż szkoda, że dotyczą one tylko „polskiej” części pamiętników – bardzo pomocne byłyby podobne przypisy dotyczące równie wyraziście charakteryzowanych przez autora postaci wojskowych austriackich.
Na szczególną uwagę zasługuje charakterystyka Józefa Piłsudskiego. Generał wyłamuje się ze schematu, w myśl którego Polacy dzielą się na piłsudczyków i antypiłsudczyków. Jego opis Naczelnika jest wielostronny, generał sumiennie opisuje jego mocne i słabe strony. Uznaje jego wielkość i siłę osobowości, jednak nie traci zdolności do trzeźwej oceny słabości pomnikowej postaci. Niewiele chyba znajdziemy w naszej literaturze pamiętnikarskiej tak złożonych i wielostronnych charakterystyk Piłsudskiego. Można zresztą powiedzieć, że gen. Romer spotkał się z wzajemnością: Marszałek oceniał go równie ambiwalentnie. Cenił generała wielce, ale nie zawahał się go zdymisjonować, gdy uznał, że nie nadaje się do przewidzianych dla niego zadań.
Atak austriacko-niemiecki na pozycje włoskie w rejonie Monte
Badenecche-Monte Tondarecar, 4 grudnia 1917 r. – szkic autora pamiętnika
W generalskich pamiętnikach uderza bardzo krytyczna ocena ówczesnego polskiego społeczeństwa. Generał przy różnych okazjach, zwłaszcza w związku z wojną polsko-sowiecką, nie szczędzi krytycznych uwag rodakom, w ostrych nieraz słowach piętnując prywatę, egoizm, bierność. A przecież dotyczy to czasów – zarówno odzyskiwania niepodległości w czasie pierwszej wojny światowej i tuż po niej, jak i II Rzeczypospolitej – które dziś uchodzą za pozytywny układ odniesienia. Nam samym i naszym współczesnym chętnie zarzucamy – z różnych zresztą pozycji – że nie dorastają do niezwykle wysokich standardów, wyznaczonych w czasach opisywanych przez gen. Romera. Można się zastanawiać, z czego wynika ta uderzająca rozbieżność między tym, jak my oceniamy naszych przodków, a tym, jak widział swych współczesnych pamiętnikarz w generalskim mundurze. Na ile wynika to z naturalnej idealizacji przeszłości i uogólniania przykładów pozytywnych, a na ile – z równie naturalnego rozgoryczenia frontowego żołnierza, narażającego życie dla rodaków, którzy ani tej jego ofiary nie doceniają, ani nie mają zamiaru iść w jego ślady, dbając o swoje mniej lub bardziej przyziemne interesy. Oba te mechanizmy bynajmniej się zresztą wzajemnie nie wykluczają.
Pamiętniki gen. Romera mogą też dostarczyć ciekawego materiału do refleksji nad zmianami w mentalności. Powstawały w czasach, gdy prawdziwy mężczyzna – a cóż dopiero generał! – nie miał prawa okazywać zbyt wiele uczuć. Dlatego niewielką jedynie część grubego tomu zajmują uwagi o charakterze prywatnym. Można by rzec, że – jak na ówczesne standardy – generał i tak ujawnia dużo: tak dużo, że rodzina zdecydowała się tekst w pewnym stopniu ocenzurować właśnie pod kątem historii rodzinnych. O rzeczywistej skali (podobno niewielkiej) tych skrótów niestety nic nie wiemy. Nawet jednak w wersji po familijnym retuszu możemy dowiedzieć się niemało, choć zwięźle, o miłości generała do żony czy o jego trudnej relacji z matką. Na szczególną uwagę zasługuje wizja relacji generała z trojgiem dzieci. Jego ojcowska miłość była niewątpliwie wymagająca, a oceny swoich własnych dzieci w niczym nie ustępują trzeźwością ocenom współpracowników czy podwładnych. Generał uchodził za człowieka wiele wymagającego od siebie i innych – dotyczy to też własnych dzieci. Samokrytycznie pisze zresztą o swojej ojcowskiej surowości. Nawiasem mówiąc, jego uwagi dotyczące własnych dzieci świadczą o rzetelności źródła. Pokazują, jak zmieniały się ojcowskie opinie, co wskazuje, że pamiętnikarz nie retuszował swych ocen wstecz, nie dostosowywał ich do późniejszego sposobu widzenia rzeczy.
Szczególną uwagę zwraca krótki, kilkuzdaniowy opis rodzinnej tragedii, nader zresztą częstej w czasach niezbyt jeszcze rozwiniętej medycyny i wysokiej śmiertelności dzieci: nagłej choroby i śmierci najmłodszego, kilkuletniego synka generała. Ten lakoniczny opis robi doprawdy wstrząsające wrażenie, właśnie z powodu swej zwięzłości i wyraźnie widocznego wysiłku pamiętnikarza, by nie dać się ponieść uczuciom. Widać, że te kilka zdań to prawdziwy, choć stłumiony krzyk zbolałego ojcowskiego serca.
Jednak zdecydowaną większość tomu zajmuje to, czego można się spodziewać po pamiętnikach generała: opisy wojennej i pokojowej służby w armii, najpierw austriackiej, potem polskiej. Nie jest to jednak bynajmniej lektura dla hobbystów historii militarnej. Jeśli kogoś interesuje historia po prostu, a zwłaszcza dzieje ostatniego stulecia – czas spędzony na lekturze pamiętników generała Jana Edwarda Romera nie będzie z pewnością czasem straconym.
Tomasz Wiścicki
Jan Edward Romer, Pamiętniki, wstęp i opr. Janusz Odziemkowski, Muzeum Historii Polski/Bellona, Warszawa 2011, s. 510.