W listopadzie 1796 r. wokół nowego pieca gliwickiej huty zebrali się gapie, by podziwiać angielską technologię wytopu żelaza za pomocą koksu. Wśród zebranych wyróżniał się blondyn o bladej cerze i pociągłej twarzy.
Był to konstruktor pieca John Baildon. Cztery miesiące temu oddano zaprojektowany i wzniesiony przez niego żelazny most w Łazanach – pierwszą taką konstrukcję na kontynencie. Gliwicki piec był również nowością. Zastąpienie węgla drzewnego koksem uwolniło hutnictwo od groźby wyczerpania paliwa. Wykorzystanie koksu do wytopu surówki miało też doniosłe następstwa społeczne. Działające w sąsiedztwie lasów huty skupiły się wokół złóż węgla kamiennego. Nie przypadkiem największe europejskie aglomeracje przemysłowe wyrosły na węglu.
John Baildon (fot. Muzeum Historii Katowic)
John Baildon urodził się w 1772 r. w pobliżu Edynburga, w sąsiedztwie zakładów „Carron Ironworks”, produkujących najlepsze w świecie armaty. Pracujący w nich ojciec Johna zadbał o stosowne wykształcenie syna. Nie politechniczne oczywiście, bo uczelni takich w Anglii wówczas nie było, lecz złożone ze szkolenia teoretycznego pod okiem doświadczonego inżyniera i poszerzone o praktykę w „Carron Ironworks”.
Baildon przybył na Śląsk w 1793 r. za sprawą kierownika wrocławskiego Wyższego Urzędu Górniczego, hr. Fryderyka von Redena. Polecił go sam król inżynierów, John Smeaton. Być może stał za tym John Wilkinson, król żelaza, który odwiedził Śląsk w 1789 r., by pomóc Prusakom we wdrożeniu brytyjskiej technologii.
Zbudowawszy gliwicki piec, zabrał się Baildon za budowę huty Królewskiej (dziś Kościuszko). Zakład ten miał być wzorcem dla kolejnych hut. Inwestycję ukończono w 1802 r., choć w międzyczasie Baildon wykłócał się z Urzędem Górniczym o wynagrodzenie, władze wykazały się bowiem iście szkockim skąpstwem. Prusacy ugięli się jednak – bez Baildona nie byłoby na Górnym Śląsku drugiej Anglii.
Pudlingarnia Johna Baildona – litografia z poł. XIX w.
Baildon przekształcał nie tylko Śląsk. Dla berlińskiej fabryki porcelany skonstruował pierwszą w Prusach maszynę parową. Wkrótce potem zawarł spółkę z księciem Hohenlohe i zaprojektował dlań hutę w Bytkowie. W 1823 r. zbudował na pograniczu Dębu i Załęża pudlingarnię, gdzie oczyszczano surówkę z siarki. Tak narodziła się Huta Baildon. Nieopodal powstały kopalnie Waterloo i Artur.
John Baildon zmarł w majątku Łubie w 1846 r. Pochowano go na gliwickim cmentarzu hutniczym.
Baildon nigdy nie zawitałby na Śląsk, gdyby armia pruska nie była rozdęta ponad normy zdrowego rozsądku. Zapotrzebowanie na broń skłoniło władze do zabiegania o nowe technologie. Pojmował to nawet Fryderyk II, który zwiedzając hutę w Ozimku przyznał, że z zasad techniki nie rozumie nic a nic. Aby coś zrozumieć, należało z Anglii ściągnąć marzących o szybkiej karierze specjalistów. Ludzie typu Baildona zaczynali jako inżynierowie, stopniowo zakładali spółki z miejscowymi, by w końcu się usamodzielnić. Warunkiem powodzenia odgórnych inicjatyw była zdolność ludności, by przystosować się do nowych warunków. Tej zdolności nie zabrakło Ślązakom w początku XIX w. i – miejmy nadzieję - nie zabraknie dwieście lat później.
Michał Kopczyński